Wyrok o świcie

Page #8
Part of the following chapter Kroniki Ruiza Velazqueza #10
List wyblakł ze starości

O świecie udaliśmy się na miejsce, w którym zostawiliśmy dziewięciu ludzi. Przetrwali. Nie zmrużyli oka, gdyż aż całą noc próbowali oswobodzić się z więzów. Kapitan zapytała ich w obecności pozostałych członków załogi, czy żałują swych zbrodni. Podchodziła do każdego z osobna. Montes przerywał innym. Przepraszał tak szybko i tak natarczywie, ze kapitan musiała go uderzyć, żeby się uciszył. Gdy każdy z mężczyzn wyrażał ubolewanie, kapitan kiwała głową… do spółki z Heretykiem, który trwał przy niej niczym cień. Człek ten szczerzył dziko zęby, jakby znając dalszy rozwój wydarzeń. Wtem kapitan zadała cios każdemu skazańcowi po kolei. Na ich twarzach pojawił się szok, a potem jeden po drugim osuwali się na ziemię bez życia. Dziewięciu członków załogi nie żyło. Zapytałem, czy możemy ich rozwiązać, ale kapitan się nie zgodziła. Spojrzała na Heretyka, który kiwnął głową. Powiedziała, że muszą tu zostać. R. Velazquez